Łowisko licencyjne "Sazan"

Artykuł

Karpiowanie to najpiękniejsze w życiu chwile!

Dwudniowe zasiadki też mogą nam przynieść niespotykane emocje. Tym razem nie było inaczej. Kilka telefonów od kumpli i do kumpli i szybka zasiadka ustawiona.

Początkowo mieliśmy upatrzony zbiornik całkiem inny - kilku hektarowy głęboki zbiornik z wielkimi karpiami. Logistycznie trudny do ogarnięcia wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy ograniczyliśmy do minimum. Ponieważ piechotą jest spory kawałek, a tam gdzie planowaliśmy rozbić obóz naprawdę jest mało miejsca nawet zamiast rod-podów i tripodów zabraliśmy podpórki. Piszę, że kumple, a nawet nie napisałem, o kim mowa… To Adi i Zbychu - kumple karpiarze, głodni by pobić swoje rekordy życiowe w połowie karpia. Zbiornik trudny jak już wspomniałem, ale z wielkim potencjałem. Dobrych kilka lat temu na tym zbiorniku ustanowiłem swój rekord 24 kg.

Tak więc miejscówkę nęciłem kulami gulpa przez kilka dni. Wszystko było cacy, dopóki pogoda nie zaczęła się zmieniać. Czym bliżej do zasiadki, tym aura była coraz gorsza. Z nieba lało coraz mocniej i mocniej, „masakra”- pomyślałem, nasza zasiadka oddalała się z dnia na dzień. No i nadszedł dzień, w którym zasiadka miała się rozpocząć. Przyjechaliśmy na łowisko a w miejscu gdzie miał być nasz namiot była ogromna kałuża, wszędzie pełno błota i grząsko. Wspólnie stwierdziliśmy, że musimy odpuścić nasze wędkowanie na tym zbiorniku. Z nieba lało się niemiłosiernie i nic nie wskazywało na poprawę pogody. Wspólnie wytypowaliśmy inne łowisko. Wybór padł na „Sazana”  No i jak postanowiliśmy tak też zrobiliśmy – szybkie rozkładanie w deszczu, bo sporo czasu nam zleciało niż dojechaliśmy na zbiornik, szybka wywózka łódką zdalnie sterowaną i szybko uciekamy do mojego kampingu doszczętnie przemoczeni. Nie kombinowaliśmy z naszymi zestawami na wszystkie zestawy poleciał sqid-liver. Nie spodziewaliśmy się szybkich brań, bo łowisko nie było wcześniej nęcone. Dosłownie godzinę mieliśmy spokój. Pierwsze branie miał Adi, po nim zaraz Zbyszek a i u mnie również nastąpił odjazd, jednak karpie nie były rekordowe - same krasnale po 4-5 kg. Wiem, że w zbiorniku pływają naprawdę niezłe sztuki zakładam 2x20 mm, aby małe sztuki nie kąsały mi zestawów, niestety kolejne karpiki wieszają się na zestawach. Karpik Adika.

Po wyjęciu kolejnego karpika nawet nie wywoziliśmy zestawów, bo każdy z nas nie chciał moknąć. Rzut przed siebie i do kampingu. O pierwszej w nocy mieliśmy wszystkie kije powyciągane. Każdy z nas marzył o tym by napić się herbaty i wskoczyć do śpiwora. Tak się nam fajnie spało, że pobudka była dopiero mocno po godz. 9 :) Zaczynamy wywozić zestawy pogoda uległa znacznej poprawie, zero deszczu nawet słońce delikatnie przebijało się przez chmury. Zaczynają się brania. Zbyszek łowi 2 szt. Adrian ma spinkę i zaraz po spince łowi znów karpia. U mnie cisza myślę sobie i dobrze, bo maluchów nie chcę łowić na zestawach mam kule 2x20 mm, czekam na karpia powyżej 10 kg bo umowa była taka, że tylko robimy foty karpiom powyżej dychy. I się doczekałem jazdy! Ze szpuli wywija mi plecionkę jakbym zaczepił Kubicę za tylne skrzydło jego bolidu! Próbuje go zatrzymać, ale nie jest to takie proste. Mówię chłopakom, że to sum. A mina chłopaków bezcenna takiego odjazdu i holu jeszcze nie widzieli. Zbychu jednym podciągnięciem wypalił całego papierosa! Ryba wchodzi w lilie, plecionka tnie je jak miecz samuraja. Hol trwał jakieś 25 min, bo zestawy miałem wywiezione ponad 200 metrów. Pakujemy suma do podbieraka i na matę pomiar 150 cm, waga 18,5 kg. Jedno jest pewne, że to samica bo ikrę miałem na rękach i koszulce jak robiliśmy foty.

Kumple niestety muszą zwijać się do domu, a ja postanawiam, że zostanę do niedzieli. Dojeżdża do mnie żona i dzieciaki. Noc dała mi kilka małych karpików i jednego pięknego okrągłego karpia.

Mina mojej żony była bezcenna o 3:30 :) 

Niedzielna piękna pogoda wynagradza mi piątkowo–sobotnią niepogodę w postaci małego pełnołuskiego.

Po tym karpiu mój 6 letni syn zadecydował, żebym zarzucił zestaw tuż obok lili, które rosną 10 m od pomostu i on będzie łowił na tą wędkę. Przygotowałem mu podpórki rzuciłem 10 m od brzegu założyłem hangera. Syn usiadł na krześle i zaczął swoje pierwsze karpiowanie w życiu. Ja poszedłem do brata pogadać na chwilę. Gdy po 30 minutach, gdy wracałem usłyszałem jak syn woła „ mamo pomóż!”  Przyspieszyłem kroku, żona już była obok syna i trzymając moją wygiętą wędkę siłowała się z liliami :), w których zaparkował karp. Jak tylko dotarłem do nich - żona mówi, że syn zaczepił zestaw o lilie. Natomiast Dominik mówi: tato branie było! Biorę wędkę i czuję, że w liliach jest jeszcze karp. Profesjonalnie niczym Steve Briggs wyprowadzam karpia z lilii oddaję synowi wędkę i łapię podbierak. Gdy przed podbierakiem ukazał się kolorowy karp sam mówię do siebie powoli powoli i pierwsza życiówka mojego syna ląduje w podbieraku! Gratulacjom nie ma końca, sesja zdjęciowa, pomyślane życzenie mojego syna i karp odpływa. Po raz trzeci widok twarzy mojego syna bezcenny! Zapamiętam je na całe życie.

Dominik miał nosa bym tam zarzucił zestaw z dwoma kulami na włosie. Pomimo, że pogoda pokrzyżowała nam plany to i tak uważam, że krótki wypad był niezwykle emocjonujący. A na ten zbiornik, na którym początkowo miała być zasiadka jeszcze pojedziemy. Wielkie dzięki dla Adriana i Zbyszka, że pomimo fatalnej pogody wspólnie zrobiliśmy zasiadkę.

Tymczasem zapraszam Was kochani już niebawem do oglądania telewizyjnego programu wędkarskiego TAAAKA RYBA w Polsat Play i w Polsat 2 – poznacie bliżej łowisko „Sazan”. Gwiazdy polskiej sceny wędkarskiej, wspaniałe hole i oczywiście TAAAKIE KARPIE!

Pozdrawiam,

Marcin Herman

karpklub portal karpiowy

forum karpiowe

carp travel team

sklep bażant

carp tv askari