Łowisko licencyjne "Sazan"

Artykuł

Udana zasiadka - Karp Koi na macie!

Kilkudniową wyprawę na łowisko Sazan planowałem już od dłuższego czasu. Termin padł na początek mego urlopu tj. w dniach od 30.07 do 02.08 br.

Z relacji znajomych karpie słabo żerowały, najprawdopodobniej ze względu na upały i brak opadów w związku z czym postanowiłem, że część zasiadki (nocki) poświecę sumowi, którego w tym zbiorniku również nie brakuje.

Jest wtorek rano, pogoda, którą zobaczyłem za oknem bardzo mnie ucieszyła padał deszcz ochłodziło się o parę stopni, co bardzo mnie ucieszyło licząc na to, że karpie staną się bardziej aktywne i będą współpracować – jak później się okazało nie myliłem się.

Na łowisko docieram ok. godz. 11.00. Ku mojemu zdziwieniu Sazan praktycznie pusty stanowiska 1 i 2 tak bardzo oblegane - wolne, długo się nie zastanawiałem i wybór pada na stanowisko nr.1. Zanim zacząłem się rozpakowywać postanowiłem przejechać jeszcze kilka stanowisk żeby zobaczyć czy ktoś łowi. Na „plaży” siedział znajomy Pan Czesław, który jak wysiadłem z samochodu bardzo się ucieszył, bo właśnie holował dwie ryby jednocześnie, pomogłem mu je podebrać. Jak się okazało jedną z ryb był ładny karp ok. 10kg, a drugą karpik z rodziny ”krasnalowatych”. Po zrobieniu zdjęć Czesławowi z jego zdobyczą postanowiłem wrócić na stanowisko i jak najszybciej, wywieźć zestawy do wody. Tak się jednak nie stało – po krótkiej rozmowie z Czesławem doszliśmy do wniosku, że we dwoje zawsze raźniej, więc kolega zaproponował abym rozbił namiot z prawej strony „plaży” i zestawy wywoził z prawej strony lilii, On się skupi na lewej stronie. Moje zestawy „poszły” do wody ok. godz. 13. W międzyczasie Czesław zalicza kolejne dwa brania, co bardzo mnie ucieszyło. Około godziny 16 również ja zaliczam swoje pierwsze branie karpia na kulkę o zapachu truskawkowym - po paru minutach holu na macie melduje się karp o wadze ok. 8 kg.

Przed wywiezieniem zestawu Czesław proponuje mi abym spróbował założyć na włos kulki, na które on łowi i nie narzeka na brak ryb (już nieraz były opisywane na tej stronie przez kolegę Marcina). I tak też zrobiłem. Po ok. 1,5 godzinie branie oczywiście na kilera od Czesława lecz niestety w połowie drogi karp wygrywa i zaliczam pierwszą (ale nie ostatnią jak się później okazało) spinkę.

Około godziny 21 zgodnie z założonym planem wyciągam kije karpiowe a w ruch idą sztywne kije sumowe z żyłą 50 na czele – niestety do rana zero ruchów wąsatego drapieżnika na drugim końcu zestawów. Rano około 8 szybka zmiana taktyki i do akcji wkraczają kulki Pana Czesława. Nie trzeba było długo czekać na branie gdyż po ok. 30 min. piękny odjazd i na macie melduje się 11-tka, szybka sesja zdjęciowa, odkażanie i do wody!

Zanim zestaw wrócił do wody na drugim kiju odjazd - zacięcie - hol (krótki) - spinka. W tym momencie, ponieważ była to druga zerwana ryba postanawiam zmienić haki na większe. Do wieczora zaliczyłem jeszcze kolejne cztery piękne brania, ale niestety z niewiadomych przyczyn ryby w połowie drogi się zrywały dodam tylko, że po każdym braniu zmieniałem coś w zestawie tj. długość włosa ciężarek itd. Wieczorem pogoda zaczęła się znowu zmieniać zaczęło padać, zerwał się mocny wiatr trwało to około godzinę, po czym zaliczam branie i na macie ląduje kolejna 11-tka sesja zdjęciowa odkażanie buzi i papa:)

Godz. 21 - zmiana taktyki zgodnie z planem na wąsatego drapieżnika – niestety do rana bez efektu. W czwartek rano po porannej kawie do wody wędrują a raczej płyną zestawy z kulką na końcu oczywiście Pana Czesława. Do godziny od wywiezienia zaliczam dwa książkowe brania, niestety karpie po raz kolejny uwalniają się z zestawów. Pan Czesław zwija swój ekwipunek i wraca do domu a ja zostaję na wodzie z ekipą z Żor, która zajmuje „lewą plażę”. Do wieczora nic się nie dzieje słońce pali niemiłosiernie, podjeżdża Bogdan z Bandit Carp opowiadam mu o swoich „braniach”. Zajmuje On stanowisko z kolegą na drugim brzegu. Dochodzi godzina 21 – czyli godzina zmiany taktyki na sumowatego – już miałem sięgać po kij z kulką na końcu a tu nagle potężne branie (takiego jeszcze nie miałem i nie widziałem nigdy w życiu) brakowało tylko iskier z kołowrotka ;) ryba (sądzę, że Sum) po zacięciu ruszyła jakby z góry zaplanowanym kierunku to są lilie po prawej stronie pierwsze gniazdo lilii zaliczyła bez mojej ingerencji tylko widziałem jak liście postawały ponad wodę, w drugim gnieździe moja „rybka” postanowiła sobie odpocząć a ja nie byłem w stanie nic zrobić otworzyłem kabłąk kołowrotka i czekałem po paru sekundach żyłka ruszyła z impetem po raz kolejny zaczynam walczyć z „kolegą Sumem” na drugim końcu zestawu, ale gdy tylko poczuł, że jest dalej przeze mnie prześladowany zrobił szybki nawrót i zalicza kolejne gniazdo lilii. W tym niestety ze względu na bardzo siłowy hol (na granicy wytrzymałości sprzętu) tracę rybę. Jest już prawie ciemno, zwijam drugi kij z kulką na końcu no i zgodnie z planem do wody wędrują zestawy dedykowane Sumowi – niestety do rana bez efektu. Piątek dzień zakończenia zasiadki ok. godz. 7 przewożę zestawy na karpia, zaliczam poranną kawę i powoli zaczynam się zwijać, aby być ok. południa już w domu. W zwijaniu majdanu skutecznie przeszkadzały mi ryby. Do godziny 9 zaliczam dwa piękne brania niestety ryby wygrały. Rzutem na taśmę zaliczam trzecie branie o dziwo zakończone sukcesem, po którym na macie melduje się piękny 7 kg karp Koi. O zrobienie zdjęć poprosiłem kolegę Sławka z Żor. Po krótkiej sesji moja złota rybka wraca do wody w doskonałej kondycji. I zaraz potem próbuje dzwonić do Marcina i powiadomić Go o tym kolorowym karpiu bo czytałem na stronce, że sklep wędkarsko-myśliwski Bażant ufundował fajną niespodziankę dla szczęściarza, który pierwszy złowi kolorowego karpia. Po kilku nieudanych próbach połączenia się z Marcinem wysyłam mu zdjęcie i wiadomość sms.

A oto moje kolorowe szczęście :)

 

Takiej ilości brań na Sazanie nie miałem jeszcze nigdy, niestety z 15 brań na macie były tylko 4 karpie o łącznej wadze 37 kg. Wszystkie ryby z wyjątkiem pierwszego (truskawka) skusiły się na kilery Pana Czesława – kulki te już nie raz były opisywane w artykułach na tej stronie.

Teraz nastaje czas przemyśleń, zastanowienia dlaczego tyle ryb się spinało haki były kilkukrotnie zmieniane oczywiście na nowe ;) Kombinowałem z długością włosa praktycznie po każdym holu, zmieniałem odległość kulki od haka, jednak jedynie co mi się nasuwa to to, że mogły być zbyt lekkie ciężarki 90 – 100g na zestawach samo zacinających w stosunku do odległości ok. 220 m wywożonych zestawów biorąc pod uwagę, że stosuję żyłkę, która na takiej odległości ulega znacznemu rozciąganiu. Ale to są tylko moje przemyślenia – zobaczymy we wrześniu czy słuszne, gdy kolejny raz odwiedzę ukochanego Sazana. 

Pozdrawiam wszystkich,

Adam Bochenek

karpklub portal karpiowy

forum karpiowe

carp travel team

sklep bażant

carp tv askari